sobota, 14 listopada 2009
...tak zwą Herceg Novi, a serbski Noblista, Ivo Andric, opisał to miejsce jako "miasto wiecznej zieleni". Położone nad brzegiem Adriatyku, nieopodal granicy z Chorwacją, jest jednym z tych miasteczek o niepowtarzalnym klimacie, którego nie doświadczymy w żadnym innym zakątku świata. Na Herceg Novi odcisnęły swoje wpływy różne mocarstwa europejskie minionych wieków, jak również Turcja, co doskonale widać w architekturze. Wraz z marynarzami do tego miejsca przybyły różne gatunki roślin, które właśnie przyczyniły się do nazwania tego miejsca ogrodem botanicznym Czarnogóry. Opuncje, agawy, bambusy, magnolie, oleandry, figi, cyprysy - czego ja tam nie znalazłam! Tylko drobna część z tego została uwieczniona na zdjęciach i teraz czekam na moment, w którym mając więcej wolnego, będę mogła na spokojnie określić nazwy tego, czego nie znałam.
"tajemniczy ogród" w Czarnogórze:
Herceg Novi leży na zboczu, to też spacer po jego uliczkach wiąże się z pokonywaniem dużej ilości schodów. I tak wędrujemy w górę i w dół, i znów w górę i w dół, mijając mieszkańców przycupniętych na schodach lub białych murkach, rozprawiających ze sobą w śpiewnym czarnogórskim i nie mniej śpiewnym chorwackim. Zupełnie przyzwyczajeni do turystów przy otwartych oknach gotują obiad, czytają książkę, śpiewają do melodii płynącej z radia i nie zwracają uwagi na tych, którzy dyskretnie zaglądają do ich życia przez otwarte okno. Również zwierzęta, których jest tu naprawdę dużo, przyzwyczaiły się do turystów. W godzinach największych upałów, przytulają się do chłodnych murów w poszukiwaniu odrobiny cienia, zasypiają i nawet czyjeś ręce gładzące ich sierść nie są w stanie wyrwać ich z tego głębokiego snu. Samochody również nie przeszkadzają im w tej chwili odpoczynku, gdyż wszystkie mniejsze uliczki są przeznaczone wyłącznie dla pieszych.
Ja również w godzinach największego skwaru, zaopatrzona w wodę wprost z fontanny stojącej na większości placów, przysiadłam na takim chłodnym murku wpatrując się w intensywny błękit morza i przez myśl mi przemknęło, że wcale bym się nie obraziła, jakby niebo wyglądało właśnie tak:
niedziela, 08 listopada 2009
Mówią, że nie można wrócić do tego, co zostało za nami. Fakt, nie można, ale za to w jakiś tam sposób można wskrzesić atmosferę tego, co zostało zapisane na kartach przeszłości. Wracając do jakiegoś bliskiego sercu miejsca, często ze zdziwieniem stwierdzam, jak bardzo mi brakowało tego skrawka świata. Jeśli chodzi o ludzi, to uczucie to jest wielokroć silniejsze. Ci, którzy po studiach rozpierzchli się niemalże po całej Polsce i Europie, wracają teraz na nasze ukochane południe, podczas gdy ja w tym czasie wyemigrowałam na północ. Będąc trochę tu, trochę tam, czuję się jakbym prowadziła dwa życia niemalże równolegle. I znów czasem zapominam, jak bardzo brakuje mi moich "południowych" znajomych, ich twarzy, uśmiechu, tonu głosu i wszystkiego tego, co składa się na wyjątkowość i niepowtarzalność każdej osoby. Niesamowite jest to, że dla całego świata jesteś tylko kroplą w morzu ludzkich istnień, ale dla tych kilkunastu osób możesz być całym światem. Wczoraj wśród życzeń składanych jeden takiej wyjątkowej osobie, wśród wzruszeń, uścisków i łez udało się przywołać na moment to, co już do nas nie wróci. Mimo iż nie mam szczęścia do zdarzeń w życiu, mam ogromne do ludzi. Wiem, że sobie w żaden sposób nie zasłużyłam. Pragnąc podziękować za to ciepło, które otrzymuję, staram się też w jakiś sposób z północy przesłać im trochę mojej miłości "osiem dni w tygodniu". I mam nadzieję, że dochodzi priorytetem! :)
Ten tydzień był obfitujący w zdarzenia i w przeżycia. Mam nadzieję, że kolejny będzie ciut luźniejszy i że znajdę w nim czas dla Was i dla tego miejsca. :)
piątek, 30 października 2009
...kiedy oficjalnie przyszło mi się pożegnać z moją leśną krainą. Tak, z końcem października kończę pracę w IES i gdy żegnałam się ze wszystkimi, aż mnie coś w gardle ścisnęło. P. powtarza, że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka, a ja jestem świetnym przykładem na to, jak łatwo można się przyzwyczaić do miejsca i do ludzi... i jak łatwo przyzwyczajenie może przejść w przywiązanie. Nie silę się na zhierarchizowanie tego, co najlepszego mnie spotkało przez ten rok, bo chyba bym nie umiała wskazać jednej konkretnej rzeczy. Mogę tylko napisać, że byłam tam po prostu szczęśliwa, choć nie zawsze wszystko było idealnie. Na pewno też mogłam być bardziej sobą, częściej się śmiać, bo i poczucie humoru wszystkim dopisywało, podobnie jak cięty dowcip. Na pewno też jestem jeszcze bardziej pewna siebie niż byłam rok temu, z większym hartem ducha, głową wysoko podniesioną i... jeszcze bardziej zakochana w przyrodzie! W efekcie różnych moich decyzji, wybrałam obecnie taką, a nie inną ścieżkę. Cechuje mnie pewna upartość i konsekwencja w dążeniu do celu i oto znajduję się w punkcie, w którym chciałam sie znaleźć jakiś czas temu. Znów jestem w wirze obowiązków, rozwijam swoje umiejętności i zainteresowania w różnych dziedzinach, a moje spokojne i ciche życie, zamieniłam na "naukową" gonitwę. Doceniam możliwość rozwoju, cieszę się, że tyle udało mi się osiągnąć, ale ostatnio zastanawiam się, czy na pewno to jest to, o co mi chodziło. Zastanawiam się, czy najszczęśliwsza nie byłam właśnie w leśnej krainie, pełnej spokoju i piękna. Dziś kiedy żegnałam się z tymi, którzy przez ten rok stanowili moją codzienność, bardzo, bardzo chciałam móc powiedzieć: "do zobaczenia w poniedziałek!" Jaka szkoda, że nie mogłam!
niedziela, 25 października 2009
...kilka takich miejsc w Czarnogórze, których nie można ominąć. Oprócz przecudnej zatoki - Boki Kotorskiej, warto wybrać się w góry, aby zobaczyć dwa znajdujące się tam Parki Narodowe. Przenosząc się znad wybrzeża na górskie trakty miałam wrażenie, że nagle znalazłam się w innym świecie i... w innej porze roku. Nad Adriatykiem wciąż królowało lato z temperaturami powyżej 26 stopni, a w górach liście buków już były pomalowane jesiennymi barwami, a i ciepły sweter stał się mym stałym towarzyszem.
Podróż na północ nie jest łatwa ani krótka. Kręte drogi przemierza się powoli, mijając tunel za tunelem. Po drodze widoki zapierają dech w piersiach, gdyż trasa wiedzi wzdłuż dolin największych rzek Czarnogóry, w tym przełomu rzeki Tary. Rzeka ta słynie z objętego ochroną UNESCO kanionu, najgłębszego w Europie. Tak, w niektórych miejscach głębokość sięga 1300m. Amatorzy mocnych wrażeń wyprawiają się na rafting po rzece, ale ja do takich śmiałków nie należałam. Miejscowi mówili nam, że największe wrażenia są wiosną, kiedy prędkość nurtu wody jest znaczna. Jesienią wyprawa nie jest juz tak ekstremalna, ale doznania i tak są ogromne. Ci, którzy nie są spragnieni aż tak mocnych wrażeń, mogą wybrać się na most przewieszony nad rzeką i by podziwiać ogromne przestrzenie roztaczające się wokół nich, jak i pod nimi.
kręta Tara i...
...kilkaset metrów w dół...
...widziane z mostu. Góry Czarnogóry mnie zaskoczyły. Spodziewałam się innej roślinności niż tej oglądanej w Beskidach, a tu poczułam się całkiem domowo. Poza sosną czarną, która porasta szczyty i od której wzięła się nazwa kraju, znaczna część lasów, to lasy bukowe, w których buki, grubsze od tych rosnących w Polsce i dożywające starszego wieku, porośnięte są mszakami i porostami. Góry Czarnogóry są zbudowane z wapieni tworzących niesamowite kształty, które mimo swojej chaotyczności sprawiają wrażenie jakby były wyrzeźbione ręką zdolnego artysty.
"czarne" góry W trakcie mojej wyprawy udało mi się krótko zajrzeć do dwóch Parków Narodowych: Biogradska Gora i Durmitor. W tym pierwszym dzieje ochrony przyrody są długie, bo sięgają aż 1878 roku (!), kiedy to objęto ochroną jezioro Biogradsko. Puszcza (1600ha) przylegająca do jeziora ma charakter pierwotny, co oznacza, że nigdy nie była tu prowadzona gospodarka leśna, a struktura drzewostanów pozostała niezmienna od wieków. Niewiele jest takich zakątków w Europie, w Polsce raptem kilka - w górach przekraczają niewiele ponad 100ha. Ciekawym zjawiskiem w czarnogórskich górach jest inwersja występowania lasów iglastych i liściastych. Te ostatnie rosną tu wyżej niż iglaste, podczas gdy generalna tendencja jest odwrotna, bo to iglaste lepiej znoszą trudniejsze warunki klimatyczne. Zjawisko to wiąże się z występowaniem inwersji temperatur - zimne powietrze zalega w dolnych partiach i dolinach, podczas gdy ciepłe w wyższych partiach gór. Zjawisko to występuje też w polskich górach, ale nigdy nie spotkałam się z nim aż na taką skalę, żeby determinowało zasięgi występowania gatunków! Drugi Park Narodowy wziął swoją nazwę od nazwy pasma gór. Góry Dormitor przypominały mi polskie Tatry Zachodnie, zwłaszcza z powodu występujących tam świerków w miejsce buków. Wysokość gór również jest podobna do wysokości naszych Tatr.
Są takie miejsca, do których możemy wracać nieskończoną ilość razy i są takie, o których wiemy, że byliśmy w nich za krótko. Ja wiem, że zbyt mało czasu spędziłam w górach Czarnogóry i tęsknota za tym zakątkiem świata każe mi mówić sobie, że to nic, że zaraz tam wracam...
wtorek, 13 października 2009
Zasypaliście mnie ostatnio mailami, za co bardzo dziękuję, ale niestety nie jestem teraz w stanie tak od ręki odpisać na spokojnie Wam wszystkim. Walka w łączeniu dwóch kierunków trwa. Jak na dr poszło bezboleśnie, gorzko stwierdzę, że życie diametralnie się zmienia na uczelniach polskich, jeśli się jest już poprzeczkę wyżej (oczywiście na lepsze), tak na japce wciąż jestem studentem i tu problemy wynikają różne. Po ubiegłym tygodniu jednak czuję, że odkryłam moje drugie powołanie i z uporem osła nie dam sie tak łatwo z tej filologii wyrzucić. ;) Słowem, walka dalej trwa! UPDATE: Chiara zwróciła mi na jedną rzecz uwagę i trudno się z nią nie zgodzić, zatem obecna wersja różni się od poprzedniej. Tym razem wyszło zatem krótko i treściwie.
sobota, 10 października 2009
...Czarnogóry ciężko zamknąć w słowach, nawet tych najbardziej wyszukanych. W pamięci wciąż mam żywe wspomnienia ogromu błękitnego morza, zieleni oliwkowych gajów, smaku surowych fig, czy gór pokrytych lasami bukowymi. Jednak kiedy zamykam oczy najchętniej wracam wspomnieniami nad Jezioro Szkoderskie. Skadarsko jezero, lub jak kto woli po polsku Szkoderskie Jezioro, rozciąga się na granicy Albanii i Czarnogóry. 2/3 jego powierzchni należą do tego drugiego kraju i jest to największy zbiornik wodny na Bałkanach. Wyprawa nad Jezioro Szkoderskie to niemała gratka dla ornitologów, gdyż można tam spotkać większość europejskich ptaków wodnych i jest to jedno z nielicznych miejsc gniazdowania pelikanów w Europie. Na czarnogórskiej części jeziora został utworzony Park Narodowy w 1983 roku. Wraz z moją towarzyszką podroży udałyśmy się ze Starego Baru do miejscowości Virpazar. Tam po dłuższych poszukiwaniach udało nam się dogadać z miejscowymi co do wynajem łódki, tak na naszą studencką kieszeń, a jak jeszcze namówiłyśmy dwójkę Francuzów, aby zabrali się z nami, to w ogóle wyszło nas tanio. :)) Nie miałyśmy wiele czasu, więc opłynęłyśmy tylko niewielką część jeziora, a już o podpłynięciu do miejsca gniazdowania pelikanów mogłam sobie pomarzyć. ;( Ale i tak było cudownie... Słońce powoli schodziło za horyzont, a widok złocistej tarczy chowającej się za górami przechowuję nie tylko na karcie aparatu, ale też w sercu. W to miejsce na pewno będę chciała jeszcze wrócić, może następnym razem od albańskiej strony. Kto wie... ;)
po prawej Czarnogóra, po lewej Albania
kiedyś więzienie, dziś wyspę zamieszkują kormorany...
... które można też podziwiać w locie.
środa, 30 września 2009
podróż
za
jeden
uśmiech
Tak, czuję, że to była właśnie taka podróż za jeden uśmiech, gdzie spotkałam na swojej drodze wielu życzliwych ludzi, gdzie wszystko się udawało, gdzie słońce i dobry humor nie opuszczał nas na moment, gdzie trafiłam do miejsc, które przewyższały najpiękniejsze wyobrażenia o nich. Zupełnie spontaniczna, nieplanowana, wynikła z jednego telefonu koleżanki. A poza tym to niedawno dowiedziałam się, że dostałam się na doktoranckie i zbieram szczękę z podłogi, serio. Obwieściłam to już wszystkim bliskim znajomym i dzisiaj uzmysłowiłam sobie, że zapomniałam napisać do najważniejszej osoby, czyli mojego promotora. Ha, śmiesznie wyszło, bo pewnie dowiedział się od dziekana na naradzie wydziału, a nie ode mnie... No, zdarza się. ;) Nie wiem tylko jak połączę to z japką, ale będę się starać. Jak ktoś chce potrzymac w tej sprawie kciuki, będzie mi miło. Może serce komuś zmięknie i pójdą mi na rękę w ustalaniu mojego przeładowanego planu. A jak się uda, to idę się upić ze szczęścia, a co! :)
czwartek, 17 września 2009
|
Archiwum
Zakładki:
Email
Odwiedzam
Skorzystałam z
Ścieżki i szlaki
Zaczęło się tu
|